Firenze - La Colonna di San Zanobi e Duomo

niedziela, 31 lipca 2011

Niedziela współczucia Pana.

     Niedziela współczucia albo cudownego rozmnożenia chlebów i ryb. Pan Jezus nie pozostaje obojętny wobec śmierci Jana Chrzciciela, ale też kiedy ciągną za nim tłumy mimo, że chce pozostać sam, nie pozostaje obojętny wobec ludzi. Mówi do swoich uczniów, że nawet jak mają niewiele do dania powinni próbować to podzielić z potrzebującymi, On to pomnoży. Tym razem dokonuje się cud rozmnożenia chleba i ryb. Jesteśmy zaproszeni do dzielenia się tym co mamy.
Idę dziś dalej błogosławić. Po 3 Mszach św. jadę do parafii położonej najwyżej w górach. Żeby wszystkich tam odwiedzić trzeba 2 niedziel. Dziś będzie ponad 40 błogosławieństw. Pogoda dopisuje lazurem ale momentami zbiera się na burzę. Trochę takie misyjne wrażenie.
Seccatoio-suszarnia kasztanów, po drodze do jednego z osiedli na zboczu.

sobota, 30 lipca 2011

Acqua santa.

     Acqua santa czyli błogosławienie i pokropienie wodą święconą rodzin i domów, co w tradycji polskiej znane jako kolęda tutaj związane jest z czasem Wielkanocy, a w terenach takich jak mój, w górach, gdzie spędza się urlop błogosławi sie także w wakacje. Teraz jest nas cztery razy więcej niż poza sezonem. Dziś zaczynam w parafii dojazdowej, położonej malowniczo na garbie górskim pośród morza zieleni kasztanów jadalnych. Pogoda cudna, lazurowa i niezbyt gorąca. W tym błogosławieniu jest coś mistycznego.

piątek, 29 lipca 2011

Raport Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej

     Jak zawsze są różne plany, ale relacja w TVP z prezentacji raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej, spowodowała odłożenie innych zajęć uniemożliwiających słuchanie i oglądanie. Błedy prowadzące do rozbicie prezydenckiego samolotu były po obu stronach. Nasze większe od rosyjskich. Taka wymowa całości. Wspomnienie zdarzenia wywołuje stale wielkie przeżycie, wzruszenie, żal, stres podnoszący ciśnienie. R.I.P.
     Od jutra zaczynam najintensywniejszy czas w ciągu roku. Będę m.in błogosławił domy i rodziny. Jest ich latem ponad 400... Poza tym będą liczne procesje i święta lokalne, koncerty organowe, występy chórow i odczyty.
     Zakwitły pierwsze floksy w ogrodzie. Czyżby rzeczywiście oznaka zbliżającej się szybciej jesieni?

czwartek, 28 lipca 2011

Jak dobrze w domu.

    Tak jakoś miło gdy można oglądać świat przez okno i patrzeć jak pada deszcz w suchym i ciepłym domu. Od paru dni kwitnie w łazience kwiat, którego nocna woń zastępuje wszelkie sztuczne odświeżacze.
Hoja carnosa lub inaczej woskownica

środa, 27 lipca 2011

Środa pod koniec lipca.

    Taki zwykły dzień z krzątaniem się na miejscu, ranną Mszą św. i porządkami w dokumentach i w kuchni. W oczach mam ciągle widoki z wczorajszego spaceru po Florencji. Pierwszy raz zwróciłem uwagę na dużą ilość bram z wysokimi wieżami, które zwykle nie zauważałem bo są wkomponowane w inne domy. Pochodzą nawet z XIIw. i miewają piękne ozdoby jak ta poniżej, (majolika ze szkoły della Robbia) zwana Torre dei Marsili, nieopodal Ponte Vecchio w dzielnicy Oltrarno, rejon Borgo San Jacopo. Ku mojemu zdumieniu znalazem spis takich średniowiecznych bram-wież we Florencji, który obejmuje aż 67 obiektów.

Obrazki ze spaceru po florenckich Ogrodach: Bobolino, Boboli i Bardini.

     Spacerem przeszedłem przez Ponte a Ss.Trinità na drugą stronę Arno i potem mijając budynek florenckiego Seminarium Archidiecezjalnego dotarłem do S.Frediano. Kościól był niestety zamknięty. Dalej doszedłem do Porta Romana i tam był najpierw park Bobolino, zwany także Parco Reale z białymi rzeźbami marmurowymi i Istituto D'Arte. Kiedyś w tamtejszej Villa Cora przebywała imperatorka Eugenia oraz kompozytor Piotr Czajkowski. Wróciłem do Bramy Rzymskiej żeby wejść na teren Giardino di Boboli, w którym przygotowano scenę do wystawienia opery Traviata. Chciałbym ją zobaczyć! Położona powyżej, Fortezza Belvedere była niedostępna. Trwają w niej prace przy oświetleniu budowli. Można było za to zajrzeć do pawilonu z kolekcją porcelany skąd się roztacza cudna panorama na okoliczne pagórki z gajami oliwnymi i winnicami. Na koniec był Ogród Bardini. Zaskakująco piękny przez tarasy i rzeźby oraz kompozycje m.in. funkii, żurawek, astrów i rozmaitych odmian szlachetnych traw. Do tego widoki z Villi Bardini w stronę katedry i starówki dopełniały przyjemności, uczty dla oczu i ducha. Muzeum Bardini odwiedzam dość często. Życiorys właściciela jest iście amerykańską kariera na włoskiej ziemi. Zgromadził ciekawe eksponaty. Na dole, po zejściu ze zbocza na którym położona jest rezydencja Bardini, zajrzałem jeszcze do kościoła S.Felicita żeby pobyć chwilę przy Depositio i Anunnciazione, oryginalnych freskach ulubionego Pontormo. Pomodliłem się za mistrza. Stamtąd zaułkami, wzdłuż Arno wróciłem zadowolony ze spaceru w okolice Porta al Prato. W Giardino di Boboli i Bardini przydała się karta członkowska Amici degli Uffizi. Interesujące było także to, że w ogrodach turyści rozmawiali głownie po francusku i niemiecku podczas gdy w mieście dominuje wrażenie przewagi angielskiego, japońskiego, rosyjskiego i języków  latynoskich.  Niesamowity był kontrast temperatur między Florencją z 30st. w cieniu i górami, gdzie po krótkiej jeździe termometr wskazywał 17st. Odległość w linii prostej wynosi zaledwie 40km.
Posted by Picasa

wtorek, 26 lipca 2011

Zimne wieczory chłodne poranki.

     Od rana pięknie za oknem ale powietrze ostre, pełne górskiej rześkości. Odblokował sie sam jeden z dzwonów, który wczoraj nie chciał funkcjonować w południe, gdy zwykle ma do odegrania swoją rolę na Anioł Pański. Początek dnia pełen optymizmu i prostoty, która przybliża na wsi do natury i fascynuje mnie. Tutaj oddycha się głeboko, pełną piersią z lazurem nad głową :) Trochę jak w piosence Maanamu "Oprócz"...
Po załatwieniu spraw służbowych i zakupach do biura było dziś wielkie spacerowanie po ogrodach Florencji. Miejsca pełne klimatu i w sam raz na upalny dzień pełen wilgoci i słońca.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Lazurowy chłód na św.Jakuba

     Piękne słońce a mgiełki na zboczach świetliste. Jednak chłodno jak w pażdźierniku. Święty Jakub przypada w dzień powszedni ale mimo to jest uroczysty i zadziwia żywotnością kultu na świecie. U nas uroczystość patronalna diecezji. We mnie, świętowanie osobiste związane także z patronem katedry rodzinnego miasta i z pielgrzymką do Santiago de Compostela.

Santiago de Compostela
klimat wokól sanktuarium
atrybut pielgrzyma

niedziela, 24 lipca 2011

Niedziela skarbu, perły i sieci.

     Skarb ukryty, perła drogocenna i sieć pełna ryb to obrazy z dzisiejszej Ewangelii. Pytanie o pryncypia własnego życia.
Po południu obejrzałem rewelacyjny film: Eat, pray, love, z Julią Roberts w roli głównej. Super i też o tym co ważne w życiu.

sobota, 23 lipca 2011

Sobota z Norwegią

   ...sobota z Norwegią obolałą. Zamach pełen zabitych młodych i zniszczeń, strachu mieszkańców Oslo. Myślę o tym co może kogoś skłonić do zadawania takiego bólu, do odbierania komuś życia? Ewangelia nad którą się pochylam do kazania jest o skarbie, o perle, dla której poświęca się wszystko. "Tam skarb gdzie serce twoje" No właśnie! A gdzie jest to serce?

piątek, 22 lipca 2011

Florencja - Basilica Santa Maria del Carmine

     Dzień dający szansę na zaczerpnięcie kultury z najwyższej półki. W upale sięgającym 33 st. w cieniu,  odwiedziłem bazylikę Santa Maria del Carmine we florenckiej dzielnicy Oltrarno czyli Za Arno. Jedna z kaplic, Cappella  Brancacci,  kryje w sobie cuda sztuki zawarte we freskach stworzonych przez Masolina, Masaccia i Filippina Lippiego. Ciekawa musiała być kontynuacja dzieła przez różnych artystów. Freski robią wrażenie wielkiej spójności i mają prawie 600 lat! Fascynujące! Twarze postaci są oddane z fotograficzną dokładnością. Niektóre z uwiecznionych osób jakby się nam przyglądają. Klimat miejsca sprzyja medytacji. Z tyłu znajduje się główna nawa z transeptem godnym rzymskiej bazyliki. A przed oczami cuda z życia św.Piotra i pierwszych wierzących w Jezusa Chrystusa. Na zewnątrz bazylika zrobiła na mnie skromne wrażenie. Na pewno brak jej dokończenia i takiego ostatniego szlifu przez obłożenie fasady marmurem, ale za to oprawa dzielnicy Oltrarno zawsze wywołuje we mnie dreszczyk emocji tajemniczością i wrażeniem cofnięcia się w zamierzchłe czasy.
bazylika Santa Maria del Carmine, Firenze

Cappella Brancacci

Masolino da Panicale, Uzdrowienie chromego, Wskrzeszenie Tabity, na dole Ukrzyżowanie św.Piotra i na prawo Dysputa z Szymonem Magiem.

Filippino Lippi, Anioł uwalnia św.Piotra z więzienia

Masaccio, Wypędzenie z raju, 1425r.

czwartek, 21 lipca 2011

Mały jubileusz.

     Taki krótki czas pisania już za mną, bo mija właśnie pierwszy miesiąc od założenia bloga :) Od rana są też drobne przyjemności. Po Mszy św.zostałem zaproszony na wspólne śniadanie.
Wieczorem było rozpoczęcie Mszy św. w kapliczce św.Ludwika, wyżej, w osiedlu nawiązującym do zamkowej przeszłości. Zdjęcie oratorium i osiedla jest na prawym pasku bloga. Po Eucharystii znów miła niespodzianka, gościna u staruszka mieszkającego na stałe w Genewie, który przyjechał na lato w rodzinne strony. Wypiłem u nich kawę a opiekunka - badante, poczęstowała ciastem własnego wypieku.

środa, 20 lipca 2011

Villa San Simone

     Wreszcie popadało. Lało i grzmiało przez pół nocy. Teraz, za dnia, jest na nowo słonecznie, jakieś wrażenie jesieni po raz pierwszy tego lata. Powietrze rześkie i pachnące grzybami. Strumienie i wodospady prawie jednak puste.
Po południu w planie były skromne zakupy spożywcze. Postanowiłem też odwiedzić miejsce urocze, a mijane często bez zatrzymania, o nazwie Villa San Simone. Zameczek położony jest, powyżej drogi do rezerwatu. Miejsce zaczarowane, malarskie, tajemnicze. Gdy patrzy się z dołu nic nie wskazuje na to, że z tarasu będzie tak przepyszny widok. Villa San Simone została niedawno odrestaurowana i widać było, że jest zapełniona międzynarodowym towarzystwem na wakacjach. Do tego wokól są cudne gaje oliwne, wielkie gliniane amfory i sztuka komponująca się z krajobrazem, z Pistoją w tle.






wtorek, 19 lipca 2011

Rytm dnia.

     Tak jak zawsze moża komuś cos ofiarować i nawet jak się jest biednym to można dać uśmiech, tak samo zawsze można wprowadzać zmiany w rytm codzienności. Choćby przez zmianę kolejności zadań możliwych do przesunięcia. Dziś więc zacząłem dzień od jutrzni. Zaraz po wstaniu jest bliżej świtu a umysł najbardziej wypoczęty. Tak wydaje mi się lepiej niż po Mszy św. i całej masie innych porannych czynności. Zmiany, wprowadzone z własnej inicjatywy, dają mi świadość wpływu na mój mały świat. Wiele więcej zależy od mojej decyzji...  Ta decyzyjność to wielka i super sprawa!
amante del sole

poniedziałek, 18 lipca 2011

Orkan.

     Całą noc wiało, ale jak! Nawet troszkę spadło deszczu. Noc okazała się prawie bezsenna... Było też trzęsienie ziemi o sile 4,7 ale u nas tym razem słabo odczuwalne. Odległość od epicentrum 150km. Aura wymaga cierpliwości wobec niej i wobec samego siebie bo wpływa na samopoczucie. Trzeba sobie przypomnieć, że w podobnych wahaniach ciśnienia nastroje wymagały łagodności i wiary w to, że okoliczności mają znaczenie, ale nie tylko te na które wpływamy działaniem, lecz także te pogodowe, zupełnie od nas niezależne.

niedziela, 17 lipca 2011

Znów wietrznie.

     Mimo suszy i powracającej jako załącznik do upałów wichury pojawiły się na nowo grzyby. Taka radość z ogrodu pod sosną, z zadomowionymi blisko niej podgrzybkami :). W wyższych partiach gór, gdzie dojeżdżam w niedzielę, popadał drobny deszcz. Potrzeba było bardzo wody. Po godzinie chmury jednak zanikły i znów zrobiło się słonecznie.
Bez przesady ze 20 osób pytało mnie o zdrowie mamy i podróż do Polski tydzień temu. Bardzo to miłe. Pokazało mi też jak wiele znaczy w mentalności tutejszej związek z rodziną. Niby to wiadomo, że Włosi sa rodzinni, ale miałem konretny wyraz tego we współczuciu i zainteresowaniu odwiedzinami. 
Ewangelia dziś, podobnie jak poprzedniej niedzieli, o Siewcy, tylko sens przypowieści inny, zresztą wzbogacony o obraz ziarnka gorczycy i zakwasu - drożdży. Tym razem to zaproszenia do rozeznania ziarna dobrego od złego i odkrycia skromnych środków do osiagnięcia wielkich Bożych celów. Może trochę próba dostrzeżenia roli inspiracji ze strony zła osobowego? Myślę, że współcześnie ten aspekt jest mało doceniany. Bywamy narzędziem w ręku Pana ale też przeciwnika i nie zawsze do końca jesteśmy tego świadomi... A może to zaproszenie do odkrycia wpływu różnych źródeł na nasze życie? Tak przynajmniej ja to odebrałem Anno Domini 2011. Coraz mniej przejmuję się groźbą powtarzania się w wystąpieniach kościelnych bo widzę jak okoliczności  życia zmieniają mój odbiór Słowa. Tekst mam napisany ale ten wygłoszony często jest inny w każdej z czterech parafii.
Czasem zapowiada się groźnie ale chmury szybko zanikają...

sobota, 16 lipca 2011

Po awarii.

     Prawie dwa dni byliśmy bez łączy telefonicznych i internetu. To skutek wichury. Teraz wszystko w górach wróciło do normy. Upał nieco mniejszy i wiatr też słabszy. Lato w najpiękniejszym wydaniu :). Wieczorem odbyła się prezentacja nowej edycji czasopisma "Nueter", które jest wyrazem kultury historycznej środowiska pogranicza Toskanii i Emilii-Romagnii. W gwarze - nueter oznacza: my inni. Ci którzy piszą to profesorowie historii i języka włoskiego uczelni z obu regionów. Jeden z autorów posiada dom w parafii i darzymy się sympatią oraz regularną wymianą myśli a czasem wspólnymi posiłkami z jego rodziną.
widok z półki skalnej w stronę Pistoi

czwartek, 14 lipca 2011

Języki obce.

     Trafiłem w upalny dzień na opowiadanie o chłopcu, który wysłany do mędrców miał się nauczyć czegoś wartościowego tymczasem jeden nauczył chłopca języka psów a drugi języka żab. Rozwcieczony ojciec chciał w końcu zgładzić chłopca za to, że nic nie umie. Tymczasem w pewnym zamku chłopiec spotkał ujadające psy, które porozumiały się z nim i powiedziały jak zdobyć skarb, który pilnowały. I tak chłopiec stał się bogaty. Morał z tego, że należy dogadać się z tymi szczekającymi psami w nas czyli trudnymi stronami charakteru, nie negować tylko poznać a wtedy okażemy się bogaci także duchowo.

środa, 13 lipca 2011

Środa jak poniedziałek.

     Takie zabawne wrażenie, bo przecież spotkanie z osobami bliskimi to jak świętowanie, czyli jak niedziela! A po niedzieli jest zwykle poniedziałek :) No tym razem to jednak już środa, pełna upalnego spokoju. Powrót z podróży, bardzo sprawnej do wylądowania, trochę zakłócił wypadek na Autostradzie Słońca. Od Bolonii do Sasso Marconi, na A-1 w obu kierunkach, wszystko zamknięto więc ruch się przerzucił na moją trasę. Obłędne korki. Do tego 37st. w cieniu. (Dziś jeszcze cieplej!) Jakoś jednak posuwaliśmy się do przodu i było stopniowo coraz luźniej. Po środowej, porannej liturgii, oprawadzałem po kościele grupę dzieci z okolic Bolonii. Największe zainteresowanie wzbudziły zamurowane katakumby. Podziemia zawsze działają na wyobraźnię. :) Na koniec był poczęstunek cukierkami z Polski.
Pojawiły się pierwsze kwiaty na Budleji Dawida, przyciągającej zapachem motyle.

wtorek, 12 lipca 2011

Po podróży.

     Podróż pełna przesiadek ale efektywna w pokonaniu dalekiego dystansu do i z Polski. Otwarte niebo nad znaczną częścią Europy pozwala na takie harce z jednego krańca na drugi bo jest czym i jest jak. Granice istnieją, tylko kontrola jest prawie zawieszona. Podróże kształcą, jak głosi powiedzenie ale dowcipni dodają: kształcą ale nie uświęcają :) a ja bym jeszcze dopowiedział, że dają pewien zdrowy dystans do codzienności. Może w tym tkwi ich walor relaksacyjny? Poza tym podróż daje wiele materiału do obserwacji, przemyśleń. Zacznę od końca. Leciałem z Kolonii do Bolonii ze śliczną młodą rodziną holenderską z trójką malutkich dzieci. :) Jeszcze takie istnieją! A jak to pięknie wydlądało! Kontrast tym większy, że na lotnisku widzi się znikomą ilość rodzin z dziećmi. Albo ich nie ma albo ich nie stać na podróże. A przecież Holandia to taki kraj w którym trudno podejrzewać istnienie masy rodzin wielodzietnych! A jednak są! Jechali na dodatek w moje rejony appenińskie na wakacje :).
Droga z domu via Bolonia do Polski była obarczona opóźnieniami. Pierwszy i drugi przelot po przesiadce były spóznione kilkadziesiąt minut co było wyrównane zapasami czasowymi przeznaczonymi na te przesiadki. Trochę przy tym nerwowa sytuacja, ale zdążyłem. W Kolonii tzw.twarde lądowanie. Aż jękło wszystko od tego uderzenia w płytę lotniska. Pomyślałem, że chyba się nie wywrócimy? Ciekawe też jak wyglądają koła podwozia po taki lądowaniu? Opony pewnie do wymiany... Dziwne też było, że nie wydano w Bolonii biletu do końca podróży a strona internetowa była zablokowana, więc samemu nie szło załatwić check-in i wydrukować bilety. Natomiast w Kolonii okazało się, że w okienku wydającym tzw. connecting tickets akurat w tym dniu nikt nie pracował. Powiało prowizorka znaną z PRL-u. Na szczęście inni pracownicy okazali zrozumienie i pomogli uznając dotychczasową miejscówke jako nowy bilet. W Berlinie było 7 minut na przesiadkę do Szczecina. Wsiadłem do busa i zaraz ruszyliśmy w drogę. Radość, że się udało :).

Jezioro Bodeńskie

Alpy Austriackie

Nizina Padańska

niedziela, 10 lipca 2011

Buona domenica!

     Piękna niedziela, pełna słońca i lazurowego nieba. Po południu lecę odwiedzić chorą mamę. Trochę ogarnął mnie stres związany z obawą czy zdążę, czy "wypalą" te wszystkie zaplanowane przesiadki? Ot, takie wątpliwości mogące wywołać skurcz żołądka, bo przecież jeśli coś nie zagra to cały tak krótki wyjazd mija sie z celem...  Jak mówia: Ryzyk fizyk :) Wracam już we wtorek.

sobota, 9 lipca 2011

Lazurowo i upalnie.

     Sobotni poranek w ogrodzie na kolorowo. Jak widać nie tylko podlewanie :) Parę miłych niespodzianek w postaci telefonów z różnych stron świata z serdeczną pamięcią i pozdrowieniami. Na koniec Msze w dwóch parafiach i prezent w postaci butelki oliwy z własnego tłoczenia.
Słowo niedzielne o Siewcy, o skuteczności Słowa i otwartości słuchaczy proporcjonalnie do której Słowo przynosi owoce. Uderzyła mnie obietnica przyszłej chwały, która pomaga przetrwać próbę i cierpienie.



piątek, 8 lipca 2011

Wichrowy poranek.

   Od rana silnie wiało z południa. Scirocco. Zbudził mnie szum o świcie. Myślałem, że pada deszcz ale niebo okazało się lazurowe. To liście drzew na zboczach dawały taki efekt dźwiękowy. Zrobiło się bardzo ciepło, nawet w górach będących latem oazą wytchnienia. Temperatura ma stale wzrastać do przyszłego tygodnia. Na dole prognozują powyżej 40st.w cieniu. Tutaj pewnie o 10 st. mniej. 
Piątek kojarzy mi się z dniem samotności Jezusa na Krzyżu. Wielu odeszło od Niego w tym momencie. Ogarniam własne doświadczenia i relacje z ludźmi, mój stosunek do cierpienia. Perspektywa piątku pozwala wiele załagodzić i zrozumieć z własnej historii. Fascynuje mnie twierdzenie, że prawdziwą karierą ucznia,  Chrystusa jest Krzyż. Wielka jest różnica z pojęciem kariery wg tzw. świata, który walczy z priorytetami wiary w nas. Jak traktować Krzyż? Ukochać czy uciec? Chyba codzienny dylemat...

czwartek, 7 lipca 2011

Spotkanie z Ukrainką.

       Spotkanie z kobietą pochodzącą z Ukrainy pełne serdeczności i swojskiego klimatu. Podeszła po porannej Mszy św. Powitanie takie wschodniopiękne, ciepłe. Ożyły moje wspomnienia, wrażenia pełne sentymentu, z pobytów na parafii w Doniecku u ks.Jarka. Znamy się z tą panią od paru lat bo ona co jakiś czas podejmuje się opieki nad jedną ze starszek w miejscowości. Opowiadała o pielgrzymce do Matki Bożej poza Włochy, o radosnym świętowaniu tegorocznego prezbiteratu w Pistoi. Mieliśmy w tym roku jednego nowego księdza wyświęconego, który ukończyl tutejsze seminarium diecezjalne. Ioan Marius pochodzi z Rumunii i widać bardzo dobrze wpisał się w pracę grupy śpiewającej, chóru, do którego należy także wspomniana opiekunka, jak mówi się tutaj: badante. Mówiła mi o neoprezbiterze z szacunkiem i facynacją. A Ewangelia dziś taka misyjna i konkretna jesli chodzi o zadania świadka, apostoła: uzdrawiać, wskrzeszać umarłych (!), wypędzać demony. Ciekawe, że Pan dał do tego taką ilustrację w postaci spotkania.

Znowu zakwitła, też wschodniaczka: Czarnuszka damasceńska :)


środa, 6 lipca 2011

Fioraio - florysta, kwiaciarz obwoźny.

     W każdą środę słychać jak nawołuje przez megafon zamontowany na furgonetce - sklepie: "Fioraio, fioraio, arrivato fioraio!" Właściwie to można usłyszeć: Firaio! :) Kwiaty cięte, doniczkowe, rabatowe, często piękne, świeże o  korzystnych cenach, zwłaszcza że nie potrzeba po te kwiaty daleko jechać, co w realiach górskich standardem zakupów. Mamy na miejscu tylko mały sklep spożywczy. Słońce i podlewanie oraz nawożenie dają piękny wzrost kwiatom. Piękne są w tym roku róże i hortensje. Mówi się, że w górach dzięki czystemu powietrzu barwy roślin są intensywniejsze.

wtorek, 5 lipca 2011

Trochę odmiany.

         Taką odmianę dla codzienności stanowi wyjazd do Florencji. Trzeba trochę jechać górami, serpentynami  w kierunku autostrady ale to niewiele znaczy jeśli się już wejdzie w miejsca pełne artyzmu i historii. Tym razem celem była wystawa w Palazzo Strozzi. Widziałem w pewnych zagranicznych kolekcjach braki obrazów, które opisywano, że są własnie we Florencji na wystawie. Chodzi o: Picasso, Mirò, Dalì - Młodzi gniewni. Narodziny nowoczesności. Poświęcona wczesnej twórczości mistrzów. Imponujące w wystawie było dla mnie to, że sprowadzono obrazy z tak rozmaitych i odległych miejsc: Madryt - Reina Sofia Modern Art, Muzeum Prado, kolekcja Thyssen-Bornemisza, Barcelona, Malaga,  Montserrat, La Coruña, Waszyngton, Nowy Jork, Bruksela, Moskwa (na plakacie reklamującym wystawę obraz Picassa: Arlekin i Linoskoczek, z Moskwy), Berno, Niemcy, Francja, prywatne zbiory ze Szwajcarii. Oprócz obrazu z plakatów  reklamowych duże wrażenie zrobił na mnie: Ministrant, Picassa, z wczesnego okresu twórczości, zupełnie odmienny od późniejszych dzieł. Podpisy tego artysty były najpierw dwoma nazwiskami tzn.- taty, znawcy i profesora sztuki oraz mamy. Potem artysta używał tylko nazwiska matki: Picasso. Dlaczego? Tego nie skomentowano. Interesujące były natomiast komentarze przy poszczególnych pracach objaśniające etapy rozwoju twórczości, kontekst historyczny. Czasem stawiane były pytania o wrażenie odbiorcy. Niektóre obrazy były dwustronne i z jednej strony bokiem, jakby przewrócone. Dlaczego? Piękne zdjęcia samych artystów z różnych okresów życia (także z młodości, co rzadsze) i ich poglądy na sztukę, na bieżąco nierzadko inne niż nasze dziś, z dystansu. Podkreślano też nowatorstwo wyrazu przestrzeni w kontekście renesansu, który miał swoje osiągnięcia. Nawiązywano do innych sław typu A.Einstein i ich poglądów na własne odkrycia, pokazano w jakich miejscach tworzyli. Ciekawa koncepcja wystawy i ilość dzieł do ogarnięcia za jednym razem. Całość więc zafascynowała mnie i dała prawdziwy relaks oraz nowy wymiar postrzegania. Czuję potrzebę takiej odskoczni wobec problemów codziennych.
Z Palazzo Strozzi poszedłem na chwilę adoracji do Badia Fiorentina, najstarszego w mieście opactwa benedyktyńskiego z X w., obecnie pod opieką zakonu Wspólnoty Jerozolimskiej. Modli się tam w kierunku Najświętszego Sakramentu mając po lewej stronie obraz Filippo Lippi: Objawienie N.M.Panny św.Bernardowi. Dzieło z najwyższej półki. Dziedziniec pomarańczy w Badia Fiorentina ciągle niedostępny ze względu na remont, ale lampredotto jak zwykle smakowite na pobliskim placyku koło Casa Dante. Lampredotto to typowo florencki fastfood z czasów średniowiecza, pisze o nim Jacopo Carrucci w pamietnikach z XVI w. Bułka przekrojona,  z gotowanymi flaczkami pokrojonymi w kwadraciki, okraszone sosem z zielonego pieprzu i przyprawami. Dla mnie pycha.  Wymieniliśmy kurtuazyjne uwagi ze sprzedawcą z którym znam sie już z widzenia. Lubię zjeść właśnie u niego.  Zajrzałem też do małego kościółka św.Marcina (dawniej była w nim Compagnia San Martino zbierająca datki na potrzebujących, piszę "dawniej" choć nie jestem całkiem pewien czy dziś nie istnieje) z dziełami Andrea Verucchio z XV w. i freskami  z kręgu warsztatowego Domenico Ghirlandaio. Potem już tylko zewnętrznie obszedłem Orsanmichele. Na wzmocnienie była jeszcze kawa macchiato w mającej polskie korzenie Cafè Paszkowski na Piazza della Repubblica i powrót do domu. A wokól powietrze otulało wilgocią, pełne upalnego lata i do tego tłumy turystów z dalekich krajów, dodających klimatu międzynarodowego stolicy renesansu i Toskanii.

plakat wystawy w Palazzo Strozzi

dziedziniec Palazzo Strozzi

Andrea Verrucchio, Popiersie S.Antonio

Oratorio dei Buonomini di San Martino

Skarbona dla biednych przy San Martino

Opactwo - Badia Fiorentina


kościół, muzeum i ogród Orsanmichele

Orsanmichele
kawiarnia o polskich korzeniach


poniedziałek, 4 lipca 2011

Cisza, ciepło i pochmurno.

       Ot taki spokojny dzień w zwolnionym tempie. Przyda się. Próba chóru - to wieczorem, a od rana: modlitwa i Msza św., załatwianie rezerwacji na wyjazd do chorej mamy, rozmowa z przyjacielem na komunikatorze, zakupy, prasowanie, plewienie, podlewanie w ogrodzie przydomowym i lektura książki P.Coelho, która dobiega do końca - lekka w stylu, wciągająca fabułą, dająca do myślenia o: Zwycięzcy, który zostaje sam. Przy okazji troche ćwiczeń fizycznych i kontroli ruchu przy pomocy licznika kroków. Wynik w normie czyli ca 10.000. :)

Saba przy winorośli, zadowolona z pogody :)

niedziela, 3 lipca 2011

Zwykła niedziela.

    Niedziela pełna typowych obowiązków bez wielkiego stresu i z lazurową pogodą. Piękna obietnica w dzisiejszej Ewangelii. "Przyjdzcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a Ja was pokrzepię..." I to, że jarzmo Pana jest słodkie i lekkie. Ciekawa zachęta do zaufania, że rezygnacja z pewnych spraw w życiu i niesienie swojego krzyża może być z pomocą Chrystusa lżejsze niż sie na początku wydaje.

sobota, 2 lipca 2011

Niepokalanego Serca Najświętszej Maryji Panny.

     Dzień oddany Maryji i to z wielu okazji bo oprócz święta Niepokalanego Serca NMP, jest także spotkanie naszej grupy o nazwie: Compagna del Santo Rosario - Kompania Różańca Świętego. Została założona w parafii w 1612 r. i posiada swój boczny ołtarz w kościele (jako pierwsza z 8 Kompanii modlitewnych. Z pozostałych przetrwała także: Venerabile Confraternita della Misericordia, obsługująca transport chorych i zmarłych).  Codziennie każdy odmawia co najmniej jeden dziesiatek Różańca a raz w miesiącu, jak w tę sobotę odmawiamy wspólnie po Mszy wieczornej. Intencje dla apostolatu modlitwy podane są przez Ojca Świętego. A tajemnice wymieniamy przy okazji takiej soboty jak dzisiaj. Moja ulubiona modlitwa. W niej są osoby, które mają swoje stałe dziesiątki. A za oknem chmurowy spektakl.


piątek, 1 lipca 2011

Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Najświętsze Serce Pana Jezusa


     Od rana upalna, piękna pogoda. Oprócz uroczystości jest także pierwszy piątek lipca. Odwiedziny chorych, starszych paradoksalnie dodają energii i zapału. Po prostu miło spotkać tak wielu ludzi, którzy czekają na odwiedziny. To widać, słychać i czuć :) Tak było i dzisiaj. Poza tym po ciągu dni suchych i gorących zrobilo się nagle gęsto od chmur i wreszcie mamy pierwsze krople ciepłego deszczu! Pada spokojnie, wręcz majeutycznie, co dla roślin i nie tylko, staje się znakiem błogosławieństwa. Prezent nieba na uroczystość.