Firenze - La Colonna di San Zanobi e Duomo

wtorek, 31 lipca 2012

Uroczyste rozpoczęcie.


Pomnik C.S. Lewisa w Belfaście, rodzinnym mieście pisarza
     Uroczyste rozpoczęcie błogosławienia domów i rodzin w parafii mojego zamieszkania (w dojazdowych miejscowościach już ponad 100 domów odwiedzonych). Będzie, jak dawniej bywało w Polsce tzn.kolęda z obiadem.
    Zakończyłem lekturę eseju C.S.Lewisa, Cztery miłości. Autor jest dla mnie wielkim erudytą i opracowanie dało powód do własnych przemyśleń. Najbardziej zaciekawiła mnie omówiona relacja przyjaźni. Wielkość jego stylu pisania wynika z umiejętności prostego mówienia o sprawach skomplikowanych. Na foto pomnik pisarza w rodzinnym Belfaście.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Wodospady zieleni.


     Kaskady zielonych paproci i tajemnicze domki zagubione wzdłuż nieuczęszczanej zwykle drogi na zboczu, to owoc obserwacji podczas wczorajszej wędrówki z wodą święconą po najwyżej położonych osiedlach. Trochę baśniowe miałem skojarzenia.


niedziela, 29 lipca 2012

Upalnie i intensywnie.


     Lazurowo od rana i intensywnie aż do wieczora. Oprócz Mszy świętych mam w planie odwiedziny połowy domów w parafii najwyżej położonej w górach. Będzie inne tempo niż wczoraj bo osiedla bardziej rozrzucone i z trudniejszym dojazdem. Upał maksymalny. Jestem dobrej myśli. Mam respekt przed zadaniem.

sobota, 28 lipca 2012

Początki zrobione...

     Powiem ogólnikowo, że odwiedziłem dzisiaj kilkadziesiąt domów. Wydaje się nieprawdopodobne a jednak, dzięki duchowemu wsparciu przyjaciół i pomocy przewodnika - starszego pana, udało się intensywnie zacząć tegoroczne benedizione - błogosławienie domów dla letników. Sobota oddana Matce Bożej. Wieczorem miałem miłe wspomnienie spotkań wzbogacone widokiem grzybów w ogrodzie...

piątek, 27 lipca 2012

Relaks.

      Czysty relaks z morską bryzą, kąpielą i lekturą z kindla na plaży. Przygotowuję się do intensywnej posługi. Od jutra wielka mobilizacja. Trzeba odwiedzic w jeden dzień rodziny w całej jednej parafii...

Vincent w Paryżu.

     Oczywiście Vincent van Gogh w Paryżu, na kartach Pasji życia. A ja razem z nim:) Co za emocje! Bardzo przeżyłem jego pierwszy kontakt z obrazami impresjonistów i rozmowę potem między artystą i jego bratem Theo. Niesamowite. Wzruszające. A jeszcze potem ich wspólna kolacja w świecie, który wreszcie lepiej potrafił odebrać impresje i nowatorstwo van Gogha...

czwartek, 26 lipca 2012

Ostatni czwartek lipca.


      Od rana cicho i spokój, jak u brabanckich tkaczy van Gogha. Tylko kot zaszył się za ołtarzem w kościele i z trudem go przekonałem do wyjścia. Wieczorem druga Msza św. wyżej w oratorium. Sporo owadów na jeżynach i lawendach. Lato w pełni.

środa, 25 lipca 2012

Vincent van Gogh - Pasja życia.

     Irving Stone wprowadził mnie w: Pasję życia, biografię Vincenta van Gogha. Czytam z upodobaniem. Mimo, że to życie artysty i do tego wypadło w innych czasach i okolicznościach, to jednak znajduję podobieństwa do własnej historii. Dziś było np. o odkrywaniu uroków Scheveningen, które tak chętnie odwiedzałem kilka lat temu. Nieobca też Haga i Amsterdam z wymienionymi uliczkami, a oprócz geografii znajduję w książce masę znajomych postaw ludzkich, wokół Vincenta. Do tego bliska mi chęć artysty zostania duchownym. Zaskakują i zadziwiają mnie aż tak liczne analogie. Przez to Pasję czytam z pasją :) Malarz znany ze słoneczników, gwiaździstego nieba, pejzaży podziwiał także irysy! :) 

wtorek, 24 lipca 2012

Już jest...

     Już mamy pełne połączenie stacjonarne, więc łatwiej coś napisać i opublikować z domu. Dzień zajęć na miejscu i wysoko w górach. Będzie tam Requiem i pogrzeb młodego mężczyzny. Zagłębiłem się w tekst opisujący wizję Pasji Chrystusa wg Katheriny Emmerich. Rozdziały są krótkie, ale obrazowe i wstrząsające. Trzeba dawkować rozważanie. Zbyt wiele emocji.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Kolejny dzień awarii.

     Nadal cisza w eterze. Wiem, że ekipa pracuje nad usunięciem awarii telefonów i internetu. Trzeba cierpliwości. Ewenementem jest dziś deszcz. Pada po raz pierwszy od kilku tygodni. Tylko kilkanaście minut naturalnego podlewania ale zaraz widać, że flora odżyła wokół.

niedziela, 22 lipca 2012

Zaległości.

     Niedziela była pełna zajęć ale od rana wysiadł telefon i internet. Dziwne wrażenie. Widzę jak wiele mi pomaga w funkcjonowaniu i jedno i drugie. Brak powoduje nie tyle dyskomfort co poczucie otaczającej ciszy. 

sobota, 21 lipca 2012

"Czarodziejka z Florencji".


    Jeden z Pałaców wspominanych w książce Salmana Rushdie, Czarodziejka z Florencji. Pałac znajduje się po przeciwnej stronie do bazyliki przy placu Santa Croce i nosi nazwę Palazzo Cocchi. Fragmenty dzieła dotyczące Florencji są prawdziwą kopalnią wiedzy o mieście i mentalności Florentczyków. Pewne spostrzeżenia, choć dotyczą renesansu, są aktualne po dziś dzień. Książka jest opowiedziana w konwencji orientalnej z kwiecistymi opisami i krytycznym dystansem do mentalności Toskanii. To sprawia pewnie, że trudno się utożsamić z autorem. Wiele trzeba przeskoczyć by dotrzeć do prawdziwych pereł, ale warto...

piątek, 20 lipca 2012

Kolory lata.

 
     Obejrzałem "Bitwę Warszawską" Jerzego Hoffmana. Film wywołał wzruszenie, podziw, szacunek dla reżysera za dzieło, dla głównych aktorów, dla bohaterów pokazanej historii. Ile lat musiało minąć żeby ktoś mógł pokazać prawdę o tym wydarzeniu! 

czwartek, 19 lipca 2012

Orientalny autor i renesansowe klimaty.


     Rozpoczynam dwie sprawy. Jedna to czwartkowe liturgie wieczorne w San Luigi, małym kościółku w osiedlu położonym prawie sto metrów wyżej ponad moim domem. A druga, to lektura Czarodziejki z Florencji, Salmana Rushdiego. Sposób narracji, ciekawy i inny od hiszpańskiej czy włoskiej. Jest w tym coś dzikiego ale i wyrafinowanego, intelektualnego i pełnego zapachów o których zresztą sporo pisze. Świat egzotycznej mentalności, która powoli wchodzi w znajome rewiry stolicy renesansu.

środa, 18 lipca 2012

Pogodnie i ciepło, dramatycznie.

     Okoliczne kwiaty są pełne owadów i z upodobaniem mogę obserwować latających zbieraczy nektaru. W jednym miejscu zauważyłem pszczołę w dziwnej pozie. Wydawała się przyklejona do kulki, jakby z białej gumy do żucia, która po oględzinach okazała się... żerującym pająkiem!

wtorek, 17 lipca 2012

W drodze na dół...

 
     Motyle, kwiaty, słońce przez źdźbła wysokich traw, wszystko razem tworzyło świat, który mnie zachwycił... Tak było w drodze na dół, w strone turkusowego i falującego morza. Ciepło w powietrzu i wodzie. Jakby tego było za mało to na koniec jeszcze odwiedziny u przyjaciół we Florencji.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Tajemnicza opowieść.

     Czyta mi z audiobooka Piotr Fronczewski. Carlos Ruis Zafon, Książę mgły. Książka od początku wyczarowała niezwykłą atmosferę. Wciągnęła mnie na dobre. Przygody Maxa, głównego bohatera przypominają mi trochę własne odkrywanie rzeczywistości z dawnych czasów Florencji, choć książka opowiada o zgoła innych sytuacjach, osadzonych nad morzem jest jednak pewna analogia. Spojrzenie autora na historię jest mi bliskie.

niedziela, 15 lipca 2012

Partire un po morire...

     Czyli, jak mówi włoskie przysłowie: Wyjechać to po trochu umierać. Dotyczy to zarówno żegnających jak i wyjeżdżających. Pozostaje jakaś nierównowaga domagająca się zapełnienia. Brak czyjejś obecności w tzw. realu. Trzeba się oswoić z nową jakością i pokochać formę obecności w myślach, wspomnieniach, telefonach... Wróciłem z lotniska Guglielmo Marconi pełen myśli i braku.
Panorama Bolonii ze szczytu sanktuarium Madonna di San Luca z płytą lotniska na horyzoncie.

sobota, 14 lipca 2012

Sobota z chrztem.

      Dynamicznie i wiatr na potęgę już drugą dobę, a do tego upalnie nawet w górach. W takiej oprawie świętowaliśmy chrzest małej Elisabetty Anny :) Brakuje tej naturalnej wody, nie pada od wielu dni. Za to chmury jak z bajki...

piątek, 13 lipca 2012

Spacerkiem na Collinie.

 
     Wieje na potęgę i chmury przewalają się na niebie z dużą prędkością. Spacer po wyżej położonych osiedlach na Collinie dostarczył przyjemnych wrażeń wiejskiej sielanki.

czwartek, 12 lipca 2012

Upalna, zadziwiająca, wspaniała - Bolonia.

 
     W Bolonii było niezwykle upalnie. Nawet jeśli termometr nie wskazywał wartości rekordowych to wydawało się, że jest gorąco jak nigdy. Zaskoczyło mnie, że sanktuarium Madonna di San Luca nie funkcjonuje normalnie, tzn. górna część kościoła jest zamknięta po ostatnich trzęsieniach ziemi.

środa, 11 lipca 2012

Madonna dell'Acero - Sanktuarium w górach, pełne transcendencji...

 
     Mgiełka w przepastnych dolinach, światło słoneczne filtrowane zielenią wysokich drzew i młodzież na wyjeździe w pobliskiej bazie dla pielgrzymów. Prostota sanktuarium zachwyciła mnie. To tak jakby czuło się nadprzyrodzoną obecność Boga na wyciągnięcie ręki i to zarówno w środku kościółka jak i w okolicy. 

poniedziałek, 9 lipca 2012

Na szlaku górskim.


     Mała wspinaczka wśród daglezji, jodeł, kasztanów jadalnych i kamiennych domków na zboczu. Czyste powietrze, cisza przerywana co najwyżej szmerem strumienia. Odpocząłem nieco w plenerze po weekendowej gonitwie. Miejscami podziwiałem rozległą panoramę okolicy tuż koło domu.

niedziela, 8 lipca 2012

Spacerem po upalnej Florencji.

    
      Mimo upalnej pogody pojechaliśmy do Florencji. Po raz kolejny miałem okazję obejrzeć Impresjonistów Amerykańskich w Palazzo Strozzi. Miłe wrażenie i inne, niż parę miesięcy temu. Poza tym zajrzeliśmy do Ss.Trinita i Ognissanti. Kościoły jak zwykle niezwykłe, majestatyczne, wspaniałe :) Upał afrykański na ulicach sprawia wrażenie, jakby ktoś wiał w twarz suszarką do włosów. Pogoda nieskazitelnie wakacyjna.

sobota, 7 lipca 2012

Dynamicznie.

     Daleko nie pojechałem, tylko na lotnisko do Bolonii, a różnica ogromna. Samolot z gośćmi spóźniony prawie dwie godziny. Nic dziwnego. U nas lazurowo, a tam kotłuje się walka pochmurnej i wilgotnej pogody z upalnym południem. Od rana ogarniam podstawowe obowiązki domowe i służbowe. Potem terminy związane z parafią do wieczora.

piątek, 6 lipca 2012

Pierwszy piątek lipca.

     Trochę nietypowo bo Msza św. była już rankiem. Potem podlewanie i objazd z Komunią do chorych i starszych. Upał daje się we znaki. W górach wersja lżejsza, jak zwykle, ale mimo to jest gorąco. Odpowiadam na pytania o zdrowie mamy. Wielu jest zatroskanych. Miło mi, że pytają.

czwartek, 5 lipca 2012

Dzień gospodarczy i Umberto Eco.

     Takie drobne sprawy wymagające czasu typu: koszenie trawy, podlewanie, plewienie, pranie i odkurzanie. Wyszedłem na prostą w porządkach i cieszę się z tego :)
     Skończyłem Cmentarz w Pradze. "Przebiegłość i obłuda powinna być zasadą" mówi fragment zaczerpnięty z podrobionego wg powieści dokumentu. "Dążenie do luksusu, rozrywki, sport i alkohol mają odwrócić uwagę ludu od ważnych politycznych kwestii". Strategie szpiegostwa i międzynarodowych grup interesów, nacjonalizmów oraz ośrodków wywiadowczych wydają się aktualne do dzisiaj. Myślę, że w tym tkwi główna wartość dzieła Umberta Eco. Odsłonił ponadczasowość celów i zakulisy XIX wiecznych graczy, praskich uczestników zebrania na cmentarzu, oraz polityków. Książka wydała mi się mroczna. Towarzyszyła mi w formie audiobooka, w dzisiejszych pracach domowych.

środa, 4 lipca 2012

Piękne powitanie w Italii.


     Mój powrót do Włoch najczęściej odbywa się przez lotnisko w Bolonii. I choć miasto nie słynie z najlepszej pogody to mam szczęście do pogodnych powitań. Nie inaczej było tym razem. Po spokojnym locie z Berlina Tegel, ciągle zastępującego budzące coraz większe rozczarowanie lotnisko Berlin-Brandenburg, miękkie lądowanie na BLQ - Guglielmo Marconi. Otworzyli samolot i buchnęło wręcz upałem pełnym wilgoci a na niebie słońce i lazur, 38st.w cieniu. Uśmiechnąłem się i pomyślałem: jak tu pięknie. Lato nie tylko pachnie kwiatami ale ma swój dźwięk wakacyjny - cykady :)

wtorek, 3 lipca 2012

Przyjazny i nostalgiczny Szczecin.


     Dzięki życzliwości przyjaciół znalazłem w Szczecinie pomoc nie tylko w sprawach mamy, ale także mogłem podreperować własne zdrowie. Przy okazji podziwiałem majestatyczną bazylikę archikatedralną p.w. św.Jakuba. Tyle myśli, wspomnień z dzieciństwa, kiedy katedra była jeszcze w ruinie, a jako dzieci po kryjomu wspinaliśmy się do małych okienek na zburzonej częściowo wieży. Dziś można wjechać wyżej nowoczesną windą i podziwiać panoramę miasta z tarasów widkowych...

poniedziałek, 2 lipca 2012

Przesiadka w Monachium.

     Wszystko zapowiadało się zwyczajnie. A jednak podróż do Szczecina z przesiadką w Monachium i Berlinie była z przygodami. Upał w Bolonii i lazurowe niebo wydawały się optymalną pogodą, ale okazało się, że w Monachium szaleje burza i jest o 20 stopni mniej niż w Bolonii. Samolot wystartował z Bolonii półtorej godziny później. Kiedy dolecieliśmy szczęśliwie do Monachium zostało 25 minut do startu samolotu do Berlina. Zanim doszedłem do bramki minęły kolejne minuty ale nie wpadłem w panikę. Starałem się powiadomić od razu, że jestem i zaraz dojdę do samolotu głównego przewoźnika niemieckiego. Zdążyłem 12 minut przed startem i zostałem wpuszczony do maszyny. Na lotnisku Berrlin - Tegel czekałem lekko zaniepokojony na pilota mikrobusu do Szczecina, który teoretycznie miał czekać na mnie. Wszystko jednak było zrealizowanie i przed północą szedłem znajomymi ulicami rodzinnego Szczecina. Na sam koniec złapał mnie ulewny deszcz. Rankiem dotarłem do szpitala i odebrałem chorą mamę. Była szczęśliwa. Warto było pojechać choćby dla jej głosu pełnego radości. Poniedziałek przywitał już piękną pogodą i wspomnieniami.