Firenze - La Colonna di San Zanobi e Duomo

sobota, 30 czerwca 2012

Upał i zmartwienie.

     Po prostu gorąco! Nawet w górach osiągnęliśmy górne wrtości temperatury bo rzadko na miejscowej wysokości 700m n.p.m. jest wiecej niż 30st. w cieniu.
Martwię sie o moją mamę bo bardzo chora w szpitalu... :( Źle być w takiej sytuacji daleko.

piątek, 29 czerwca 2012

"Cmentarz w Pradze"

     Towarzyszy mi w zajęciach wykonywanych w domu, książka Umberto Eco, Cmentarz w Pradze. Pierwsze wrażenie niezbyt korzystne, jakby sie było świadkiem trudnych wyznań z kozetki psychoanalityka. Wreszcie coś o zdobywaniu Królestwa Neapolu i zakulisach akcji Garibaldiego ożywiło akcję i klimaty książki będącej wcześniej mrocznym opisem psychiki pewnego człowieka dzielącego się z czytelnikiem myślami rozdwojonej jaźni, swoją karierą, stereotypami negatywnymi o narodowościach, grupach społecznych z nieodłącznie i kultowo wyznawaną awersją do katolicyzmu, jezuitów, Żydów, masonów itp. Jest na kartach jakaś atmosfera napięcia emanująca od  narratora. Trzeba sporo cierpliwości aby przedrzeć sie przez nurzące obsesyjnymi wypowiedziami zwierzenia. I do tego te kulinaria, trochę jak na współczesnych blogach o aspiracjach przewodników... Może to dla wzbogacenia, ale dla mnie jakoś ostatnio zbyt dużo przepisów w sieci. Fascynująca wiedza i opis środowisk, dążeń poszczególnych grup społecznych. Można poczuć zakulisy i "smak" epoki. Są poloniki, wtręty o Chopinie, Krakowie, Warszawie. Powieść określana jest w recenzjach jako sensacyjna, szpiegowska i historyczna z realiami XIXw, a jednak mnie się wydaje podobna do gotyckich dzieł Edgara Allana Poe. To są pierwsze wrażenia. Zobacze co będzie dalej :)

czwartek, 28 czerwca 2012

Świetliki i zawisaki.

     Oczywiście, jak co roku, jest "wysyp" świetlików. Upał powoduje, że nocni żeglarze wywołują istny spektakl światełek nad łaką i w ogrodzie. Bez przesady można ich liczyć w setki. Tworzą mrugające w ciemności kompozycje. Po okresie godowym przestają świecić. Po włosku luciola-świetlik to symbol zalotnych istot, także tych wykonujących najstarszy zawód świata. 
W dzień fascynują mnie zawisaki, motyle przypominające do złudzenia kolibry. Tak jest w locie i podczas spijania nektaru kwiatowego. Optyka się diametralnie zmienia gdy usiądą i przestają ruszać skrzydełkami. Wtedy widać, że to motyle.
Podlewam i pielęgnuję kwiaty. Przesadziłem ogromną dracenę w pokoju, który ze wzgledu na kolor nazywam: miętowym :)

środa, 27 czerwca 2012

Morze, upał i poziomki :)

 
     Załatwiłem zaplanowane sprawy służbowe domykając rozmaite powinności i rozliczenia, więc ogarnęło mnie uczucie ulgi i odprężenie. Postanowiłem zrobić sobie nagrodę i pojechać w ulubione rewiry koło Pisa-Nord, gdzie znajduje się moja ukochana plaża z Alpami Apuańskimi w tle. Woda była cudowna! Plywałem poddając się falom. Powietrze było przesycone zapachami morza i jaśminu. Czuję się tam zawsze szczęśliwy i zafascynowany. Na termometrze 36st.w cieniu! A w wodzie przyjemne 25st.to tak w sam raz. Po drodze do domu delektowanie aromatycznymi poziomkami górskimi :)

wtorek, 26 czerwca 2012

Dzień spokoju.

     Taki dzień dla siebie, dla spraw w domu i w ogrodzie, dla lektury. Relaks i naładowanie własnych sił. Do tego stale piękna pogoda. Nad drzwiami dorastają w gnieździe małe ptaki...

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Upalnie, w biegu ale i nastrojowo.

     U nas całkiem znośnie, choć też upalnie. Zdążyłem na czas do prefektury z dokumentami do załatwienia. Zakupy, sprawunki itp. Wieczorem słucham przy świecach audiobooka Cienia wiatru. Powieść nabrała tempa i wciągnęła mnie na dobre. Znajduję i delektuję się klimatem sensacji, nastrojowymi zakamarkami Barcelony, ezoteryczną atmosferą lat '50 i super tekstami włożonymi szczególnie w usta żebraka, który został zatrudniony w księgarni :)

niedziela, 24 czerwca 2012

Koronki i Formuła 1.

     Zestawienie koronek i Formuły 1 wydaje się niedorzeczne, ale jest coś co łączy oba piękne zjawiska. Tym wspólnym elementem jest Walencja. Po odwiedzeniu miasta poszukuję ciekawostek z historii i współczesności miejsca.

     U nas włoskie upały. Właściwie typowe zjawisko dla rozpoczynającego się lata. Kiedyś pewnie więcej takich kanikuł było w sierpniu, ale jesteśmy świadkami przesunięć w pogodzie.
    W jednym z kościołów ludzie śpiewali dziś bez organisty, jak zwykle ktoś zaczynał a inni podejmowali melodię. Pewna prowodyrka słabo słyszy i idzie własną tonacją, a do tego ma donośny, dominujący głos. Nie fałszuje, trzyma się swej tonacji, mimo że reszta zaczęła zupełnie inaczej. Zabawne są zmagania wspólnoty i próby dostosowania się by uniknąć fałszowania i kakofonii. Trochę trwa zanim ustali się równowaga, ale zawsze do niej dochodzi :)

sobota, 23 czerwca 2012

Nietypowe zdarzenie.

     Nietypowość tej soboty polega na uroczystym pogrzebie miejscowego żołnierza z czasów II wojny światowej, którego prochy zostaną złożone na jednym z naszych cmentarzy.  Po tylu latach odnaleziony w Rosji zostanie sprowadzony do swojej ojczyzny. Za oknem stonowany górami upał.

piątek, 22 czerwca 2012

Najbardziej uroczo jest o świcie - rocznica bloga.

     Tym pięknym motorem śpieszę donieść, że właśnie mija rok od rozpoczęcia pisania bloga. Okazja by podziękować wszystkim odwiedzającym. Zbudziłem się o świcie i podziwiam śpiew ptaków na progu najdłuższego dnia w kalendarzu. Zacząłem lekturę nowej książki. Już mnie wciągnęła w świat Cienia wiatru, stworzony przez Carlosa Ruiza Zafòna...

czwartek, 21 czerwca 2012

Z pięknego kraju do...

...innego pięknego kraju :) Takie refleksje wzbudza podróż z Walencji w kierunku Bolonii (miasta partnerskie), która niemal zawsze wita mnie włoskim słońcem. Dziś mamy do tego prawdziwy upał. W sam raz na rozpoczęcie lata. Na dole 35 a w górach łagodne 28 stopni. Obserwowałem widoki z góry. Po drodze lecieliśmy m.in. nad Barceloną. Udało mi się zlokalizować 3 znane kościoły: Katedrę, Sagrada Famiglia i Santa Maria del Mar. Ten ostatni kościół, po lekturze książki "Katedra w Barcelonie", stał mi się szczególnie bliski.

środa, 20 czerwca 2012

Walencja supernowoczesna.


     Powoli dobiega końca pobyt w niezwykłym mieście. Ostatnie chwile spędziłem nad morzem i w futurystycznej dzielnicy pełnej nowoczesnych, a do tego pięknych budowli. W tej części Walencji odwiedziłem Hemisferic gdzie jak sie okazało występuję zespół z... Florencji! Dalej podziwiając architekturę dotarłem do oceanarium z pokazem delfinów i podwodnym tunelem o długości ok.80m. Tunel wywołał we mnie zachwyt dziecka. Idąc nim czułem się jakbym był pod wodą pełną płaszczek i rekinów, oraz innych rzadkich okazów z ciepłych mórz. Bajkowe wrażenie. Potem było jeszcze muzeum figur o naturalnych rozmiarach prezentowanych w karnawałowych pochodach i kolacja w okolicy Xativa. Cóż można było zamówić jak nie tutejsze gazpacho, paelle i krem kataloński!



     Pomyślałem o Szczecinie. Kiedyś istniał pomysł stworzenia oceanarium w reprezentacyjnej części miasta. Jaka to świetna sprawa. Do dziś jednak nie zrealizowana. W Walencji widać jak wiele osób odwiedza oceanarium i jak można je rozbudować o kolejne segmenty.



wtorek, 19 czerwca 2012

W drodze do Museu de Belles Arts de València.


     Tyle ciekawych miejsc, tyle myśli, że aż trudno ogarnąć. Recepcjonista hotelowy doradził żeby nie korzystać z metra i pójść piechotą do Muzeum Sztuk Pięknych. Po drodze mija sie kilka ciekawych kościołów. Podziwiałem ozdoby kafelkowe o wielkich i małych rozmiarach oddających przeznaczenie lokalu lub informacje o miejscu...

Była wśród knajpek także oferująca miejscową orszadę... A wszystko stanowiło tylko przedsmak do uczty duchowej w Museu de Belles Arts gdzie czekały dzieła Ribery, Velazqueza, ElGreco, Goi i wielu wspaniałych choć mniej popularnych artystów.




Josè de Ribera, Św.Sebastian i św.Irena, XVIIw., fragment. Muzeum Sztuk Pięknych Walencja.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Ojczyzna paelli.

     Dwie godziny podróży w powietrzu i świat paelli, cytrusów i pięknych budowli stanął w zasięgu oczu! Z Walencją jest trochę jak z naszym Wrocławiem czy Poznaniem. Każdy zna Warszawę i Kraków ale następne polskie miasta? Podobnie jest z Hiszpanią. Walencja jako trzecie co do wielkości miasto ma wiele do zaoferowania zaskakuje tradycją i nowoczesnością. Pierwsza paella, która zawojowała cały świat powstała właśnie tutaj, ale też imponujące są nie tylko zabytki, które cieszą secesyjnym pieknem i amerykańskim rozmachem, jest także 5 linii metra, futurystyczne budowle, bulwary i zadbana piaszczysta plaża, czystość, kwiaty i zieleń, oraz masa warzyw i owoców z wielkich ogrodów i plantacji, które profitują łagodny, śródziemnomorski klimat.
Tak bardzo się czeka na wakacje, że kiedy przychodzi moment wyjazdu jest to jakiś zaskoczeniem, snem, zadziwiająco konkretnie realizującym sie marzeniem...






niedziela, 17 czerwca 2012

Upalna niedziela.

     Błękit na niebie, aż razi. Piękna końcówka kalendarzowej wiosny. Po pierwszej Mszy św. zostałem zaproszony na kawę nad urwiskiem. Do tego 3 osoby chciały być fundatorami poczęstunku. Sympatyczna sytuacja... Była jeszcze bardziej miła okoliczność zaproszenia na obiad w dolinie, który wyczarowała znajoma rodzina z Florencji. Przyjechał też zaprzyjaźniony ksiądz, którego obecność sobie cenię. Jakby było mało, wieczorem transfer na lotnisko w Bolonii i... wypad na parę dni w piękny świat kultury iberyjskiej.

sobota, 16 czerwca 2012

Sereno :)

     Sereno czyli pogodnie :) Znalazłem dawną piosenkę, którą śpiewał z lekką chrypką, romantycznie i nastrojowo Drupi. Po latach słucha sie z przyjemnością. W sobotę powinna być i jest piękna pogoda ze względu na dzień Matki Bożej, a co dopiero gdy mamy święto Niepokalanego Serce Maryji. Pełno dziś rozmaitych terminów, spotkań, dojazdów. Jak zwykle też w sobotę :) Lato już na dobre! Aż miło rzucić się w wir zajęć.

piątek, 15 czerwca 2012

Piątek Najświętszego Serca Pana Jezusa.

     Świętujemy uroczystość Serca Pana Jezusa. Choć dzień roboczy duchowo inny, bogatszy. Piękna pogoda. Aż miło popatrzyć za okno. Wieczorem będą wspólne nieszpory i Msza św. Wspominam rodzinną parafię gdzie wyrosłem. Chodziło się do "Serca" bo tam mieliśmy wspólnotę, bo można było skorzystać z tzw. wieczystego konfesjonału, bo było sporo sympatycznych księży. Po latach sam zostałem tam posłany do posługi. Ciekawe doświadczenie, zwłaszcza podczas kolędy gdy spotykałem moje wychowawczynie z przedszkola :) Nawet po redukcji ilość wiernych sięgała w parafii 30 tysięcy, a do tego genialne położenie i historia pierwszego po wojnie otwartego kościoła, przyciągały ludzi z całego miasta.

czwartek, 14 czerwca 2012

Zaawansowana wiosna po wichurze.

 
     Wiosna oczywiście zaawansowana nie z powodu wichury ale pomimo tego zjawiska. Wiatr targał kwiatami, młodymi liśćmi drzew i krzewów, co nie wyszło im na zdrowie. Kończą sie irysy, różaneczniki i weigele a zaczyna czas pieknych białych i różowych żylistków.

środa, 13 czerwca 2012

Powołanie św.Mateusza.

Vocazione di san Matteo    
      Tytuł postu jest tytułem obrazu Caravaggio, którego opracowanie właśnie studiuję. Tematyka bliska mi ze względu na własną drogę życia. Bogactwo i piękno znaczeń zawarte w scenie. Postaci przy stole w rozmaitym wieku co pokazuje możliwość powołania o każdej porze życia. Krzyż w ciemnym oknie pokazuje co towarzyszy wyborowi. Oświetlająca Łaska, zdziwienie Mateusza, że to właśnie o niego chodzi i reakcje innych przy stole są ponadczasowe. Jednym słowem arcydzieło.

wtorek, 12 czerwca 2012

Dynamiczny dzień i atmosfera Barcelony.

La navata centrale     Dzień pełen zmian na niebie. Do tego wichura i gradobicie, ulewa i lazur. Pogrzeb w górskim uroczysku wypadł w przerwie, podczas słonecznej wersji pogody. Wieczorem nastała bezchmurna, ciepła cisza.
     Czytam w przerwach Katedrę w Barcelonie, Ildefonsa Falconesa. Wzruszam się, jestem zaciekawiony co będzie dalej. Dobra książka wywołująca we mnie emocje. Pasjonuję się historią i widokiem Santa Maria del Mar (na foto), wspaniałym kościołem barcelońskim, w stylu gotyku katalońskiego. Opis zakładania ciężkiego klucza sklepienia przez bastaixos wywołał moje wzruszenie (po katalońsku bastàjszos, to ubodzy tragarze portowi, pomagający w dźwiganiu kamieni na budowie kościoła wznoszonego ze składek mieszkańców).

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Ciąg dalszy wichury i odpoczynek z Caravaggio.

     Ciepło, a porywy wiatru zapierają dech w piersiach. Nieznośnie wieje. Trudno się skupić. Frontowe zjawiska pogodowe spowodowało starcie chłodu z północnych terenów Europy z upałem południa. Od jutra może być nawet 37st. w cieniu. Oczywiście w górach będzie mniej, ale póki co strach wyjść z domu...
     Przeglądam opracowanie o.Witolda nt. Caravaggio. Dziś zatrzymałem się przy największym rozmiarami obrazie (5,2m x 3,6m) o największym proroku Starego Testamentu. Dzieło znajduje się w oratorium konkatedry w La Valetta na Malcie i nosi tytuł: Ścięcie Śwętego Jana Chrzciciela. Parę lat temu miałem przyjemność podziwiać obraz w oryginale. Uderzyło mnie przesunięcie uwagi na grupę osób tworzących scenę po lewej stronie i niemal całkowitą ciemność po prawej. W twarzy oprawcy ścinającego proroka można rozpoznać rysy Caravaggio. Uderza także spokój i pogoda na twarzy samego Jana Chrzciciela poddanego nieuchronnemu losowi. W plamie krwi wyciekającej z głowy skazańca artysta dokonał własnego podpisu, który nie jest pełny F Michela, być może znaczy to Brat Michelangelo (Merisi) albo Uczynione przez Michelangelo. Może rozliczenie z własną, mroczną przeszłością, w której nie zabrakło zbrodni? Niewątpliwie klimat zagrożenia i ewentualności egzekucji był bliski artyście skazanemu na karę śmierci za zabójstwo dokonane w Rzymie na rywalu Ranuccio Tomassoni z Terni. Odtąd Caravaggio stał się zbiegiem do końca swego życia pozostającym w napięciu i obawie przed własną egzekucją. Sąd skazał go na ścięcie możliwe do wykonania przez każdego, kto rozpozna go w jakimkolwiek miejscu, nawet na drodze. W scenie i grozie dzieła z Malty jest więc coś bardzo osobistego.


Caravaggio, Decollazione di San Giovanni Battista, 1608r., konkatedra w La Valetta - Malta.

niedziela, 10 czerwca 2012

Boże Ciało w górskiej Toskanii.


      Niedziela świętowania Bożego Ciała. U nas od rana wichura. Spore wahania ciśnienia. Migrena. Pogoda zmusiła nas do procesji wewnątrz kościoła. Z tej racji zrobione zostały dodatkowe dekoracje z kwiatów, które mnie urzekły. Pierwotnie miały być rzucane na ulicy. Poniżej na collage obrazki z okolic głównego ołtarza.
 
Posted by Picasa

sobota, 9 czerwca 2012

Pierwszy dzień wakacji.


     Dzieci z naszej szkoły zaczęły dziś wakacje! Pogoda też w prezencie upalna :) Słońca pod dostatkiem. Jutro mamy uroczystość, a dziś zakończyliśmy drugi dzień adoracji Najświętszego Sakramentu.
     Na "deser" studiowałem teologię obrazu Caravaggio, Madonna Masztalerzy (Palafrenieri), który znajduje się w Galleria Borghese w Rzymie. Pięknie wyrażona rola Jezusa, Maryji i Anny w historii zbawienia. Okazuje się, że obraz pierwotnie był przeznaczony do Bazyliki Św.Piotra ale po negatywnych opiniach dotyczących nagości Jezusa, dekoltu Matki Bożej (modelka pozująca do obrazu też była problemem ze względu na swoją profesję) oraz niezrozumieniu idei artysty obraz został usunięty z Bazyliki po niespełna miesiącu i w końcu kupiony przez kardynała Scipione Borghese do jego prywatnej kolekcji.

Madonna dei palafrenieri Caravaggio, Madonna dei Palafrenieri, 1605, Roma Galleria Borghese.

piątek, 8 czerwca 2012

Quarantore przed Bożym Ciałem, Edgar Allan Poe i Caravaggio.

 
     Adoracja przygotowująca na Boże Ciało w niedzielę. Quarantore czyli nabożeństwo czterdziestogodzinne w duchu uwielbienia i ekspiacji za zniewagi Najświętszego Sakramentu. Zaczęliśmy jutrznią a na koniec, były nieszpory i Msza św. wieczorna. Podobnie jutro. Duże, kwitnące azalie ułatwiły dekorowanie kościoła. Uczestnictwo mieszkańców zapewniło nieprzerwaną obecność adorujących w ciągu całego dnia. Dobrze mi się modliło. Odczuwam też mobilizację w upiększaniu otoczenia.
     Zakończyłem lekturę Opowieści niesamowitych, Edgara Allana Poe, pisarza z USA pierwszej połowy XIXw., prekursora dekadentyzmu, autora romantycznej powieści gotyckiej. Skojarzył mi się z naszym Przybyszewskim albo późniejszym, eksperymentującym z używkami Witkacym. Nastrój książki mroczny przez  sposób opisywania świata, trochę przypominający koszmary nocne, na pewno ciekawe ale też przytłaczające. Opowieści Poe wyrażają dla mnie w sposób plastyczny napięcia psychiczne, myśli natrętne, obsesyjne, jakby się słuchało wynurzeń neurotycznego pacjenta... Pewnie genialne, ale odległe od moich upodobań i potrzeb duchowych.
     Na Kindla ściągnąłem zakupioną w Amazonie Historię sztuki M.Guidetti. Tom obejmuje okres od czasów paleochrześcijańskich do neoklasycyzmu. Widziałem, że istnieje także ciekawa część poświęcona wcześniejszym epokom. 
     Natomiast dzięki Ewangelii w obrazach, o.Witolda Kaweckiego delektowałem się ikonografią poprowadzoną w duchu teologii wizualnej. Dotyczyła obrazu Caravaggio, Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu, z rzymskiej Galleria Doria Pamphili. Ileż poziomów znaczeniowych! Fascynujące aluzje biblijne, antropologiczne, historyczne i filozoficzne. Było także nawiązanie do autobiografii Michelangelo Merisi np. anioł stojący tyłem do widza, na pierwszym planie, gra na skrzypcach utwór flamandzki ku czci Matki Bożej, znany malarzowi ze śpiewu jego matki. Anioł dzieli obraz optycznie i znaczeniowo na dwie częsci, jakby staro i nowotestamentalną. Nuty trzyma św.Józef,  reprezentant  sprawiedliwych ze Starego Testamentu. Matka Boża jakby przedstawia nadzieje Nowego Przymierza, pełna ciepła dobrej mamy (artysta wcześnie został sierotą), zapatrzona we wtulonego Jezusa.

czwartek, 7 czerwca 2012

Na progu sezonu widoki jak marzenie :)

 
     U nas Boże Ciało w najbliższą niedzielę. Zrobiłem wypad nad morze, na takie małe, prywatne otwarcie sezonu. Była pierwsza kąpiel w czystej i już wystarczjąco ciepłej wodzie. Na obiad pizza a taglio w kafejce na promenadzie, w której oferują wersję cebulową oraz stracchino con salsiccia. Obie pyszne :) Pogoda była wręcz upalna i sprzyjała mahoniowemu odcieniowi opalenizny. Czysty relaks. Na plaży trzeba było poszukać kogoś, kto popilnuje rzeczy w trakcie pływania. Większość spotkałem obcokrajowców: Bawarczycy, Rosjanie, Holendrzy. Miła atmosfera. Ktoś przyjechał z wesołym i przyjaznym psem, który z zapałem skakał do urozmaiconej falami wody. 

środa, 6 czerwca 2012

Florencja - Herb Ciołek i Palazzo Guadagni przy Ponte alle Mosse.

 
     Czasem sobie myślę o tajemnicach, które zawarte są w okolicy, a których nie zauważamy. Tak jest nie tylko we Florencji. Dopiero jak ktoś zwróci uwagę w odpowiednim kierunku, okazuje się że coś jest w zasięgu wzroku i to od dawna. Kiedyś się fascynowałem historią wyścigów w okolicy Porta al Prato. Wiodoąca w tym kierunku ulica Ponte alle Mosse okazała się nie tylko miejscem startu do gonitwy koni wyścigowych, ale także ulicą, przy której książe Stanisław Poniatowski, krewny ostatniego króla Polski, posiadał dom zwany Palazzo Guadagni. Przyjrzałem się dokładniej i okazało się, że zachował się nawet herb rodowy: Ciołek, do dziś widoczny nad jednym z portali. Część rodziny Poniatowskich, po katastrofie rozbiorów kraju, na kilkadziesiąt lat zamieszkała w stolicy Granducato di Toscana. Wspomniany dom był jednym z wielu zakupionych. Inne znajdują się we Florencji przy Via dell'Oriuolo i Via Pistoiese.

wtorek, 5 czerwca 2012

Pierwsze tego roku zbiory podgrzybków.


     Radość ze zbiorów w przydomowym ogrodzie, gdzie króluje czarna sosna i delektowanie się zapachami leśnych skarbów w kuchni. Zebrałem podgrzybki z pierwszego wysypu tego roku. Pierwsze gotowanie na ich bazie zrobione :)

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Parco Mediceo di Pratolino - Villa Demidoff.


     Wspomnienie niedzielnego spaceru po największym z parków medycejskich Pratolino. Na szyldzie nie ma nic o pałacu medycejskim ponieważ pałac w jakichś niejasnych okolicznościach zniknął z powierzchni w 1824r. ale park w stylu angielskim pozostał i kilka innych wspaniałych budowli. Styl parku romantyczny a do tego testament alchemiczny księcia Franciszka i dar dla jego drugiej żony Bianchi Cappello. Jest coś niezwykłego w tym świetlistym miejscu zwanym il giardino delle meraviglie (ogród cudów). Duch dawnych czasów? Możliwe. Jakby było mało tej uczty dla oczu i ducha natrafiłem na wystawę obrazów w Villa Demidoff. Niegdyś pałac pomocniczy został zakupiony z całym kompleksem przez Pawła Demidoff, księcia rosyjskiego, który uratował obiekt przed zniszczeniem. Niesamowite wrażenie robi ogromnych rozmiarów figura Colosso dell'Appennino (obecnie restaurowana), dzieło Giambologna. Całość kojarzy mi się z rozmachem, swobodą, tajemniczością.

Na rycinie zburzona Villa Medicea di Pratolino.

 Plakat z wystawy obrazów w Villa Demidoff z posągiem Appennino.

 Kaplica heksagonalna w parku wg projektu Bernardo Buontalenti, XVIw.
 

niedziela, 3 czerwca 2012

Prosty niedzielny obiad.

    
     Niedziela z własnym programem po wykonanych obowiązkach.  Obiad prosty i troche na próbę bo Carpaccio nie jest moją specjalnością, ale zawsze wnosi jakąś odmianę :) Żeby było pewniej była też jajecznica z wiejskich jajek. Można odwiedzić ciekawe miejsce po południu.

sobota, 2 czerwca 2012

Poświęcenie kapliczki w dolinie.

     Dzień od rana piękny, lazurowy i odświętny. Powodów było kilka. Jednym oddanie oficjalne po remoncie kapliczki Krzyża Świętego w dolinie innym Festa della Repubblica. Do miejsca poświęcenia doszli fundatorzy,  spora grupa uczestników marszu z pochodniami oraz okoliczni mieszkańcy. Po ceremonii spotkanie na kawie nieopodal starego młyna z XVI wieku. Umówieni jesteśmy także na obiad w jedną z najbliższych niedziel. 

piątek, 1 czerwca 2012

Pierwszy piątek czerwca.


Terremoti in tempo reale: scosse nella notte dell'1 giugno
     Nasze drogi życiowe są czasem zachwiane przez sytuacje niespodziewane. Paradoksalnie, w górach, trudne zakręty i zmiany wysokości do których jesteśmy przyzwyczajeni hartują, pomagają w pokonaniu trudności. Widoczne dla oczu czasem odzwierciedla to co duchowe, niewidzialne. Osobisty wymiar Krzyża przypomina mi się w pierwszy piątek miesiąca. Potrzeba cierpliwości wobec nowych wyzwań, bo zniszczenia i cierpienia bywają spore. Inaczej odbiera się też wsparcie jakie płynie w tych dniach z Serca Bożego.  Na foto jedna z zamkniętych tras w Emilii po ostatnim trzęsieniu.